Producenci
Zaloguj się
Nie pamiętasz hasła? Zarejestruj się
Jak ekologicznie prowadzić sklep - wywiad Julii Mafaldy z ETHY z Tomkiem Kulisiem 0
Jak ekologicznie prowadzić sklep - wywiad Julii Mafaldy z ETHY z Tomkiem Kulisiem z NA GRAMY
Jak ekologicznie prowadzić sklep - wywiad z Tomkiem Kulisiem (NA GRAMY)
 
 

Julia Mafalda: Tomku - zacznijmy klasycznie: od początku. Jak zaczęła się Twoja przygoda z zero waste i ekologią?

 

Tomasz Kuliś: Głównym powodem mojego zainteresowania tym tematem była narastająca troska o globalne ocieplenie i zmiany klimatu. Zawsze interesowałem się geografią i środowiskiem, czytałem dużo na ten temat. Jednak jednym z pierwszych bodźców do działania była książka Marcina Popkiewicza "Świat na rozdrożu". Po jej przeczytaniu poczułem impuls, że muszę coś z tym robić, coś bardziej namacalnego. Wcześniej, jako konsument,  starałem się unikać plastiku, żyć jak najbardziej w zgodzie z naturą i tak dalej, ale nie zwracałem uwagi na wiele rzeczy. Po przeczytaniu tej książki po pierwsze odstawiłem mięso, a po drugie chciałem stworzyć coś większego. Do tego mam małe dzieci, więc po przeczytaniu “Świata na rozdrożu” wyobrażałem sobie, jak będzie wyglądał ich świat, kiedy dorosną. I co im powiem, kiedy zapytają: tato, a jak 30 lat temu było wiadomo, że to wszystko idzie w złym kierunku, to co Ty robiłeś? No i stwierdziłem, że chciałbym im powiedzieć, że jednak coś robiłem. To był ten impuls pośredni.

A jeśli chodzi o ideologię zero waste, to w naszych sklepach staramy się unikać ortodoksji. W związku z tym podoba mi się zmiękczenie na less waste, które jest jednak bardziej życiowe i uwalniające psychicznie, dzięki czemu więcej osób podejmuje kroki w celu zmniejszenia negatywnego wpływu na środowisko. Samo zero waste kojarzy się raczej ze skrajną postawą - na myśl przychodzi Bea Johnson, która pokazuje swój mały słoiczek śmieci, które wyprodukowała przez rok. Brzmi to jak totalne wyrzeczenie i kompletna zmiana trybu życia, co - moim zdaniem - często blokuje i odstręcza od ruchu zrównoważonego życia niż zachęca. Dlatego sam częściej używam terminu less waste

 
 

JM: Przy czym nawet ten mały słoiczek pokazuje, że nie osiągamy "zero-odpadowości", tylko "less-odpadowość". To ciągle znaczy mniej, ale nie zupełny brak - choć w naturze nic nie ginie, ona i tak kiedyś to przetworzy, pytanie tylko - jakim kosztem dla bioróżnorodności naszej planety. A Ty jak na co dzień dbasz o środowisko i co jest dla Ciebie największym eko-wyzwaniem?

 

TK: Założyłem sklep NaGramy, w którym można kupić wszystko do własnego pojemnika, akcesoria wielorazowe i kosmetyki w ekologicznych opakowaniach. Sam robię w nim zakupy z przyjemnością, choć już dawno temu przestawiłem się na wielorazowe butelki na wodę. Staram się rozsądnie korzystać z tego, co mam w domu. Paradoksalnie, staramy się być sklepem, który nie namawia do zakupów. Doradzamy ludziom, by uważnie sprawdzali, co mają już w domu - czy to jakieś słoiczki, czy inne rzeczy - i używali tego zamiast kupować nowe. Wspieramy też Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, publikujemy petycje pro-środowiskowe, angażujemy się we wspólne działania z fundacjami Las Na Zawsze czy Otwarte Klatki. Prowadzimy różne warsztaty w sklepach stacjonarnych w całej Polsce.

Jeśli chodzi o eko wyzwania - jednym z nich na pewno jest posiadanie dzieci. Prawda jest taka, że dzieci generują mnóstwo śmieci - jest to dość przerażające. Zabawki dla dzieci pakowane są w masę plastiku - niektóre są wręcz stworzone pod kątem samego odpakowywania kolejnych szeleszczących warstw. Polega to na tym, że w paczce jest 10 innych paczuszek - człowiek każde odpakowywanie odczuwa jako przyjemność, a producenci na tym zarabiają. Zatem wyzwaniem dla mnie jako rodzica jest zadbanie o to, by moje dzieci nie kupowały takich rzeczy. Innym przykładem są soczki ze słomką. Wyzwaniem jest to, żeby dzieci nie czuły, że się im coś odbiera, i żeby rozumiały, że mamy swoją wodę, a sok kupimy w dużej, szklanej butelce, rozlejemy do szklanek i wypijemy przez swoją wielorazową słomkę. Nie jestem idealną osobą i zdarzy się, że kupię taki soczek - albo babcia kupi zanim zdążę ją powstrzymać. Dorosłemu człowiekowi łatwiej jest trzymać się swoich postanowień.

 
 

JM: Dlaczego i kiedy powstał pierwszy sklep Na Gramy i co zainspirowało Cię do jego stworzenia?

 

Kiedy zaciekawi mnie jakiś produkt, chcę go poznać lepiej. Tego brakowało mi w Łodzi jako konsumentowi - trudno było mi znaleźć żywność na wagę czy polskie marki kosmetyków naturalnych w duchu less waste. Inspiracją do otwarcia sklepu, który miałby taką ofertę, były tego typu sklepy w Hiszpanii, gdzie często odwiedzam moją siostrę. Pewnego razu pomyślałem, że w Polsce też by się to przydało. Dlatego postanowiłem otworzyć sklep bez plastiku - Na Gramy. Teraz mogę ściągać najciekawsze eko produkty do sklepu, testując w ten sposób nowe, zrównoważone rozwiązania. Pierwszy sklep powstał w październiku 2019 w Łodzi, skąd pochodzę, i bardzo szybko się przyjął - widać było, że Łódź na to czekała. Znam dobrze łódzkie środowiska wegetariańskie, artystyczne czy związane z ochroną środowiska. Pojawiają się w nich ci sami ludzie, dzięki czemu bardzo szybko stworzyliśmy społeczność. 

Miesiąc po premierze odezwała się do mnie dziewczyna z Warszawy i powiedziała, że ten sklep to świetna idea i ona chce taki sam. Zaczęliśmy rozmawiać i "na kolanie" powstała pierwsza wizja franczyzy. W sierpniu 2020 powstał drugi sklep Na Gramy. Ruszyliśmy z przedsięwzięciem dalej i teraz mamy 6 sklepów stacjonarnych: w WarszawieWrocławiuPoznaniuŁodziPabianicach i Konstantynowie Łódzkim, z czego cztery są na franczyzie. Jednak taki rodzaj biznesu również wiąże się z wyzwaniami. Wielu dostawców ciągle uczymy podejścia less waste. Zwykle odbieramy produkty w zbiorczym opakowaniu, ale zdarza się, że na magazynie dostawcy jest ktoś nowy i przesyła nam 25 paczek ryżu w opakowaniach po 1 kg. Dla niego to jest to samo co 25 kg ryżu w jednym worku. Sami też się nieustannie staramy, by przy prowadzeniu sklepu generować jak najmniej śmieci, a to jest zawsze praca i proces.

 

JM: Ale macie też sklep internetowy, więc można skorzystać z Waszej oferty na terenie całej Polski. Jak dbać o ekologię w e-commercie?

 

TK: Tak, dzisiejsze czasy wymagają bycia obecnym również w sieci - ale całe szczęście, można prowadzić sklep online w ekologiczny sposób. My nie kupujemy ani jednej paczki i ani grama wypełnienia - wszystkie kartony i wypełnienia są z drugiej ręki z naszych dostaw czy zgłoszeń w social mediach od ludzi, którzy mają sporo opakowań po swoich zakupach. Używamy taśm papierowych - zatem całą paczkę można wysłać bez grama plastiku. 

 
 

JM: Co można znaleźć w sklepach Na Gramy? Czy w każdym znajdziemy taki sam asortyment? 

 

TK: Stawiamy na wolność wyboru, czyli na to, by właściciele sklepów mogli wybierać to, co chcą. Podpisujemy umowę, w której opisane są nasze podstawowe standardy, czyli na przykład to, że należy zamawiać produkty w jak największych opakowaniach zbiorczych, że nie akceptujemy produktów z jakimkolwiek jednorazowym plastikiem, że kosmetyki nie mogą być testowane na zwierzętach i tak dalej - takich punktów jest o wiele więcej. Siłą rzeczy w sklepach Na Gramy jest ok. 80-90% tych samych marek i produktów, bo jako grupa jesteśmy lepsi dla dostawcy i mamy większą siłę przetargową. Ale w każdym sklepie są też produkty, które pozyskuje się lokalnie, np. świeczki czy kosmetyki. 

A co można u nas dostać? Mamy przede wszystkim żywność na wagę, którą sprzedajemy do opakowań, które przynoszą ze sobą klienci, albo do papierowych torebeczek z recyklingu dostępnych na miejscu, czy do toreb bumerangów* albo słoików przyniesionych przez ludzi. Wyparzamy je na miejscu i udostępniamy jako opakowanie. Mamy w ofercie wyłącznie polskie kosmetyki naturalne, środki czystości na wagę; detergenty z kraników firmy Swonco, która można sobie nalać do własnej butelki czy słoika. (Kiedy zakładałem sklep, zacząłem współpracę z poznańskim start up'em Kosmetomat, który chciał zrobić bezobsługowy automat z nalewakami. Niestety im to nie wyszło z uwagi na przeszkody urzędowe - co jest dość typowe w naszym kraju). Poza tym można znaleźć u nas różne ekologiczne akcesoria jak kompostowalne worki na śmieci, metalowe słomki, myjki konopne i jutowe, woskowijki z organicznej bawełny, woreczki na warzywa i owoce czy wielorazowe patyczki do uszu. Mamy nawet trochę rękodzieła z upcyklingu, np. plecaki czy biżuterię z potłuczonych talerzy.

 
 

JM: Czy macie wyraźnie zaznaczoną politykę, żeby przychodzić z własnym opakowaniem?

 

T: Nie, nie prowadzimy takich ortodoksyjnych działań. Chcemy dać komfort również klientowi z ulicy, który spontanicznie chce zrobić zakupy. Nie każdy jest zawsze wzorowo przygotowany na zakupy do własnych opakowań. Mamy również opcję opakowań zwrotnych z niektórymi dostawcami - klienci mogą nam zwracać np. kosmetyki w szklanych opakowaniach, które my odsyłamy do producenta, jak się zbierze odpowiednia ilość. 

 

JM: Czy z Twojej perspektywy zakupy ekologiczne są droższe niż te “zwykłe”?

 

TK: Walczymy z tym mitem od początku. Kiedy ludzie widzą ekologiczny sklep, to zwykle myślą, że jest droższy niż taki zwykły. W naszej ofercie wiele opcji jest tańszych niż w standardowej ofercie sklepowej. Jest kilka głównych czynników, które wpływają na cenę produktu: certyfikat BIO, transport czy wydajność. Certyfikaty rzeczywiście podnoszą wartość produktu, a sklepy takie jak nasz siłą rzeczy mają w ofercie więcej ekologicznych produktów z certyfikatami. Ale bywają u nas też produkty bez certyfikatu np. ryż, który na wagę wychodzi taniej niż paczkowany i jest lepszy dla zdrowia z uwagi na brak kontaktu z plastikiem. Dużo tańsze na wagę są też przyprawy. Wszystkie paczkowane przyprawy kosztują ok. 2 złote i są pakowane w malutką torebeczkę z tworzyw sztucznych, przez co wypadają 2-3 razy drożej niż przyprawy na wagę. Kolejny element wpływający na nasz portfel, o którym ludzie zapominają, to marnowanie jedzenia. Jest pełno przepisów z egzotycznymi składnikami, których potrzebujemy do stworzenia dania bardzo niewiele, jak gwiazdki anyżu, kandyzowany imbir, nasiona chia, dziki ryż czy zielona soczewica. Są one najczęściej pakowane są po 100 gramów czy 1 kg, czego się nie przejada i w rezultacie nadmiar trafia do kosza. W Na Gramy można kupić tyle, ile akurat nam potrzeba. Innym przykładem są ekologiczne kosmetyki, jak np. szampony w kostce - jeśli przeliczymy wydajność i koszt, porównując je z szamponem w butelce 400-500 ml, to cenowo wyjdzie bardzo podobnie, a koszt środowiskowy jest mniejszy. Z kolei produkty wielorazowe, jak np. maszynki do golenia, są dużo tańszą opcją w porównaniu do opcji jednorazowych. 

Ale trzeba pamiętać, że za jakość się płaci. Często robimy jedynie pozorne oszczędności, kupując tańszy produkt, który zwykle nie wpływa pozytywnie na zdrowie i długofalowo nie jest najlepszym rozwiązaniem, biorąc pod uwagę jego krótką żywotność. Co równie istotne, tańsze produkty powstają zwykle w mniejszym poszanowaniu dla ludzi i środowiska, co niesie niewidoczne na co dzień koszta dla naszej wspólnej przyszłości.

 
 

JM: Jak widzisz przyszłość ekologicznych sklepów “zero waste”?

 

TM: Wydaje mi się, że w długofalowej wizji wszyscy będziemy musieli przejść na bardzo zrównoważoną konsumpcję. W ciągu kilku kolejny lat ekologiczne sklepy z żywnością na wagę się pomnożą. Na przykładzie Barcelony, w której sklepów “zero waste” jest ze dwadzieścia, widać, że jest to potrzebne i można ludzi do takich nawyków przyzwyczaić. Idealnie by było, aby za 5-10 lat takich sklepów było w Polsce o wiele więcej, aby można było stworzyć większa sieć - wtedy od strony zaplecza zamówienia zbiorcze mogą lepiej funkcjonować, można zbudować własną logistykę. Oczywiście cały rynek ciągle się przeobraża, szczególnie w dzisiejszych czasach. Jako konsument cieszyłbym się, gdyby większe sieci handlowe kładły większy nacisk na produkty na wagę albo ekologiczne opakowania. Ale jednym z ważniejszych czynników wpływu na kształt rynku są zmiany prawne, które następują i będą się rozwijać, co jest szybkim i łatwym krokiem ku zmianie. Niestety na razie nie mamy wielu atrakcyjnych przepisów - powinniśmy wprowadzić obowiązkowy system opakowań kaucyjnych, jak butelki zwrotne czy kubki na kawę. To są proste ruchy, które mogą sporo zmienić.

 

JM: A gdzie Twoim zdaniem zmierza cała globalna wioska?

 

T: Nie powiedziałbym, że jestem optymistą, jeśli chodzi o to, dokąd zmierza świat. Na moje oko obecnie zbliżamy się do katastrofy klimatycznej i masowego wymierania gatunków. Teraz jest moment, żeby działać stanowczo i razem - potrzebujemy radykalnej zmiany sposobu konsumpcji i metod wytwarzania energii. To ostatnia chwila, żeby uniknąć potężnych wstrząsów gospodarczych i społecznych za 15 czy 20 lat. Ale mimo wszystko staram się działać, bez analizowania, czy to się uda, czy nie.

 

JM: Co sądzisz o bardzo szybko rozwijającej się cyfryzacji naszego świata?

 

TK: Kiedy powstaje jakaś nowa technologia, jej twórcy zawsze z wielkim przekonaniem ogłaszają nowe udogodnienia dla świata, ale wszystko ma dwa końce i minusy korzystania z technologii nie są niewidoczne, chociaż istnieją i niosą spore ryzyko. Naukowy nieustannie badają wpływ telefonów komórkowych, komputerów czy wifi na nasze mózgi, układ hormonalny czy system nerwowy. Oczywiście technologia również pomaga ludziom w wielu przypadkach, choć uważam, że na dłuższą metę nie pomaga aż tak szczególnie - dostarcza wygodę i poprawę warunków życia, ale ma negatywny wpływ na psychikę czy więzi społeczne i relacje z bliskimi, nie mówiąc o ogromnym zużyciu energii, wody i pracy w nieetycznych warunkach przy wydobywaniu surowców. Bardzo łatwo nie dostrzec tych słabych punktów technologii. Osobiście korzystam z technologii, jak większość ludzi - nawet teraz rozmawiamy przez internet, dzięki czemu zaoszczędziliśmy na czasie, transporcie i być może nawet CO2. Są też różne fajne projekty technologiczne, np. w Łodzi  jest start up Paysperience, który rozwija płatności bezdotykowe, dzięki którym nie potrzebujemy ani kart płatniczych, ani terminali. Z drugiej strony bardzo lubię kontakty bezpośrednie z ludźmi - prowadzę sklep stacjonarny, w którym wartością dodaną jest to, że zawsze chętnie porozmawiamy z klientami. Podsumowując, jestem daleki od cyfryzacji życia, szczególnie mając małe dzieci i widząc jak szybko i one, i ja uzależniamy się od tych codziennych technologii, co nie jest do końca naszą winą - one specjalnie działają tak, by przykuć nas do ekranu. Dlatego raz na jakiś czas wyznaczam sobie dzień offline.

 
 

JM: O, wywołałeś mój ulubiony temat - uważność, regeneracja i zadbanie o siebie. Czy masz rytuały, które wprowadzają Cię w stan relaksu?

 

TK: Podróże dają mi przestrzeń na wszystko poza pracą - jak jadę na urlop, to potrafię się totalnie odciąć od wszystkiego, co zostawiam. Bardzo lubię jeździć w góry - moją pasją od dwóch lat jest skitouring, czyli chodzenie po górach na nartach. Góry dają mi dużo oddechu od cywilizacji i bardzo to lubię. Aktywność fizyczna jest w ogóle dla mnie ważna - przede wszystkim bieganie czy joga. Mieszkam w centrum miasta, więc prawie nie używam samochodu, dzięki czemu chodzę dużo po mieście i to też bardzo mnie odpręża. Poza tym mam dzień moich ulubionych napojów - dzień yerby i dzień kawy.

 

JM: Bez czego nie wyobrażasz sobie życia? 

 

TK: Zawsze byłem fanem zimy - biegam wtedy na biegówkach. Jak wyobrażam sobie, że miałyby zniknąć te czapy lodowe albo w Polsce ma nie być śniegu, to robi mi się bardzo przykro. Sporty zimowe to spora część mojego życia. Tak samo jak podróżowanie, kontakt z ludźmi, nowe przeżycia - dla mnie o to właśnie chodzi w podróżowaniu. Lubię w podróżach to, że człowiek wychodzi ze swojej strefy komfortu, bo kiedy długo żyje w jednym mieście i nagle pojedzie gdzieś indziej, to widzi inne zwyczaje i sposoby myślenia - ludzie robią różne rzeczy inaczej i to bardzo otwiera głowę. To mogą być nawet proste rzeczy jak zachowanie przy stole czy wygląd przejścia dla pieszych. Dzięki podróżom można przywieźć do domu nowe pomysły, jak sklepy zero waste. Rozumiemy bardziej innych ludzi i różnorodność kulturową, pogłębiając swoją empatię do świata. Osobiście sporo jeżdżę też po Polsce, czy nawet lokalnie w okolice Łodzi na rower czy spływ kajakowy. Bo wszędzie można znaleźć mnóstwo atrakcji bardzo blisko domu. 

 
 

JM: Kto Cię inspiruje? 

 

TK: Społeczność, w której żyję i wiele kanałów edukacyjnych, które subskrybuję. Tak jak mówiłem na początku, mocno zainspirowała mnie książka Marcina Popkiewicza, którą wspiera bardzo fajny naukowy portal Nauka O Klimacie, ale również inne ekologiczne sklepy i różne biznesy działające w duchu less waste.

 

JM: Jaka misja przyświeca Ci na co dzień?

 

TK: Dbać o siebie, innych i planetę. Myśleć świadomie o tym, co się powinno się zadziać z produktem, kiedy przestajemy go potrzebować.

Pliki (1)

Komentarze do wpisu (0)

Produkt dnia
Mydło Odurzający wiciokrzew Almara Soap
Mydło Odurzający wiciokrzew Almara Soap
25,00 zł
/ szt.
do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium